Witajcie w mojej „Włoskiej Głowie”! Dzisiaj zaczynam pisać swojego trzeciego bloga w życiu. Pierwszy traktował o nauce języka francuskiego i Francji. Planowałam podróż do Paryża i projekt blogowy „J’arrive, czyli rok francuski w Polsce” miał mnie fajnie do tego nastroić i przygotować. Cały czas możecie „odwiedzać” Sseraphnee: https://jarriveblog.wordpress.com/. Myślę, że to wartościowy i ciekawy kontent dla osób, uczących się francuskiego, ale nie tylko. Pisałam tam o historii czy kulturze Francji. Choć kończę bloga wpisem „Paryż musi poczekać” nie jest to już prawdą. Byłam w Paryżu w 2019 roku.
Drugi blog, który piszę wytrwale niczym scenarzyści serial „Klan”, to oczywiście Guwernantka: https://guwernantka.wordpress.com/. Zachęcam do lektury!
No OK. Po co mi kolejny blog? Bo moja głowa (chyba już rzeczywiście coraz bardziej „włoska”) się tego ode mnie domagała. W głowie planowałam już o czym napiszę jak będę miała swoje włoskie poletko w Internecie. Poza tym, po doświadczeniu z J’arrive, wiem ile to daje to plusów: zwiększa motywację, rozwija na każdym polu, pozwala żyć innym życiem – życiem obywatelki innego kraju. No bo jak rano, przyrządzając jajecznicę słuchasz Rai1, odpalasz co dzień „Blondynkę na językach. Włoski” czy raz w tygodniu idziesz na korki to trochę twój umysł jest na włoskich wakacjach choć rozpoczął się właśnie nowy rok szkolny.
Włoski jest jedynym językiem, którego nie uczyłam się w ramach szkół czy uniwersytetów. Po raz pierwszy miałam styczność z tym językiem w ramach prawdziwej przygody studenckiej Autostop Race, gdzie trzeba było jak najszybciej dojechać autostopem do Rzymu, a konkretnie na pole campingowe pod stolicą. To wtedy kupiłam książkę Beaty Pawlikowskiej „Blondynka na językach. Włoski”. Wiedziałam, że to świetny zakup, bo z „Blondynką na językach. Francuski” zaczęłam naprawdę płynnie mówić po francusku. Każdemu polecam tę serię. Mam też „Blondynka na językach. Hiszpański” i miałam „Blondynka na językach. Niemiecki” jednak pożyczona do mnie już niestety nie wróciła.
I to przed wyjazdem zaczęłam uczyć się włoskiego. Kto nie zna filozofii tego kursu już tłumaczę: pełne zdanie po polsku – pełne zdanie po włosku, do tego nagrane są te zdania. Ja mam system, że najpierw słucham i patrzę na zdania w książce, potem tylko słucham oraz sama mówię i sprawdzam co na to „Włoch-lektor”, a na koniec po prostu słucham zdań po polsku, a zapisuję je odręcznie w zeszycie, by poćwiczyć przy okazji ortografię.
Wiedza na kursie z Blondynką jest dozowana, stawia się na od razu gramatyczne mówienie, powtórzone wielokrotnie słówka, wrażenie „nawarstwiania” się wiedzy, bo dochodzi nowe słownictwo i struktury gramatyczne. Polecam z całego serca!
A zatem jak już wiecie we Włoszech byłam raz i bardzo chcę tam wrócić. Zwłaszcza, że mam kolegę Włocha. Mieszka na Sycylii i nie zna żadnego języka obcego. Po raz pierwszy spotkałam się z sytuacją, kiedy nie mogę swobodnie dogadać się z obcokrajowcem. Świadomość ta nie jest miła. To jak uczucie typu „zapomnieć języka w gębie” dosłownie. Często chcąc coś zacząć do niego mówić łamanym włoskim przechodziłam na język francuski. Do dziś czasami tak mam. Wiadomo. Może jeden język romański robi miejsce drugiemu językowi romańskiemu? Moja korepetytorka wspominała o swoich uczennicach, znających hiszpański i to jak trudno jest im nie mieszać tych dwóch języków. Dlatego, kiedy już opanuję perfekt włoski, zrobię skok na niemiecki. Język, którego bardzo długo się już uczyłam, ale czas postawić kropeczki nad „umlaut”.
Mam bardzo dużo ciekawych materiałów do samodzielnej nauki języka włoskiego. Gramatyka, słownictwo, czytanki, książki. Byłam już na korepetycjach z włoskiego, ale je przerwałam, bo stwierdziłam, że nauczę się sama z własnych książek. Jednak nauka nie była systematyczna. Teraz, w trakcie najbliższego roku szkolnego, chcę poczynić znaczne postępy. Korki raz w tygodniu po godzinie z bardzo fajną panią Lektorką. Czekam teraz na wybór przez nią podręcznika. Jakoś tak wolę, by nauka miała ryzy i kręgosłup. Planuję uczyć się z podręcznika, douzupełniać wiedzę i umiejętności z moich książek. A! I bym zapomniała! Prasa! Lubię serię wydawnictwa Colorful MEDIA (https://www.colorfulmedia.pl/) i „Italia Mi piace” – artykuły, przetłumaczone pod tekstem słówka (arkusze z nimi do pobrania) i mp3 do ściągnięcia do niektórych artykułów ze strony internetowej.
A Wy? Jesteście w trakcie nauki jakiegoś języka obcego? A może macie w planach rozpoczęcie takiej edukacji?
Trzymajcie za mnie kciuki. Jestem bardzo zmotywowana i daję przestrzeń czasową w moim życiu temu językowi i jego kulturze, o której z pewnością nie omieszkam pisać.
Zachęcam bardzo do zasubskrybowania mojego bloga.
Ciao!
PS A na koniec pierwszego posta ciekawostka. Oczywiście zastanawiałam się jak nazwać swojego bloga. Wszystko skojarzyło mi się z „WŁOSki”. A „WŁOSki” jest na głowie. Wczoraj, chcąc odnaleźć bloga w sieci, wpisałam w wyszukiwarkę: „włoska głowa”. Tak trafiłam na blog „Italia by Natalia” – swoją drogą bardzo fajny. Tytuł artykułu: „Teste di Moro – sycylijskie głowy z ręcznie malowanej ceramiki”. Okazuje się, że to symbol Sycylii. A historia jest następująca. W czasie panowania Arabów pewna panna nie wychodziła z domu. Zauważył ją na balkonie młody Moro (mauretański marynarz). Para się w sobie zakochała. Kiedy statek chłopaka miał odpłynąć wyznał jej, że ma żonę i dzieci. Dziewczyna obcięła mu we śnie głowę, postawiła ją na balkonie i posiała bazylię, która ładnie rosła dzięki jej łzom. Zwróciło to uwagę sycylijskich rzemieślników, którzy rozpoczęli wykonywanie donic. Inna wersja mówi o arystokratce i również romansie, ale finał to dwie ścięte głowy – jego i jej. Również postawione na balkonie ku przestrodze.
No i cóż. Nazwa mojego bloga ma podwójne dno. Zupełnie niechcący. Pewnie zanim wykupiłam adres www.wloskaglowa.com powinnam zrobić research. Trochę mnie zmartwiło to całe Teste di Moro. No ale cóż. Jest i tak być musi. Może ktoś wpisując „włoska głowa” w Google odkryje mojego bloga i mu się spodoba? Zobaczymy. Vedermo:)
Dodaj komentarz